Rok 2018: Legalizacja małżeństw homoseksualnych w Polsce.
Rok 2025: "Poligamia jest bardziej naturalna niż homoseksualizm!" - oto hasło, dzięki któremu mniejszość muzułmańska we Francji doprowadza do referendum w sprawie legalizacji wielożeństwa. Wynik: 68 proc. uprawnionych zagłosowało za.
Rok 2027: Po zalegalizowaniu wielożeństwa w kilku krajach UE, europejskie feministki ruszają z kampanią na rzecz legalizacji poliandrii, czyli wielomęstwa.
Rok 2033: Polska stara się dotrzymać kroku Europie i legalizuje jednocześnie wielożeństwo, wielomęstwo oraz wielomałżeństwo, w którym liczba partnerów obu płci może być dowolna.
- Dopełnił się zamach na tradycyjną rodzinę - podsumowuje Tomasz Terlikowski, l. 59, prezes katolickiej holowizji Fronda. - Nadchodzą czasy ostatnie.
- Wreszcie mogę żyć tak, jak od wieków nakazuje nasza tradycja - mówi Selim Kowalski, l. 38, potomek islamskich emigrantów. - Wezmę sobie cztery żony.
- Wreszcie mogę żyć tak, jak nakazuje stara tradycja - cieszy Drolma, l. 26, której rodzice w 2007 r. wyemigrowali do Polski z Tybetu. - Prócz mego męża poślubię teraz jego dwóch braci.
- W świetle nowych przepisów wreszcie możemy stworzyć komunę, o jakiej ponad 60 lat temu marzyli ojcowie naszego ruchu - mówi Xavier Jabłoński, l. 41, hipis. - Jest nas pięciu mężczyzn i pięć kobiet. Od teraz będziemy jedną rodziną. Zapraszamy wszystkich chętnych!
PS
Dzięki zjadliwemu komentarzowi prof. Środy, trafiłem na komentarz red. Wildsteina. Prof. Środa nie rozumie publicysty, co dość dziwne, bo przecież jego konstatacja jest oczywista - kultura konsumpcyjna Zachodu nie sprzyja dzietności. Efekt widać gołym okiem w statystykach, które przytoczyłem w dyskusji poniżej.
Zgadzam się z red. Wildsteinem, gdy pisze: "Brak zabezpieczeń społecznych powodował, że dzieci stawały się dla większości ludzi jedyną możliwą inwestycją na starość. W społecznościach silniej zintegrowanych związki małżeńskie, które posiadały sankcję religijną, były dużo bardziej trwałe, a więc dawały kobiecie rodzącej dzieci większe poczucie pewności – gdyż to kobieta ponosi większe konsekwencje rozpadu obarczonego dziećmi związku. A to tylko elementy, które składają się na etos społeczny. Czy istnieje w nim poczucie wspólnoty, które pozwala ludziom widzieć się także jako element ciągu pokoleń, czy społeczeństwo ulega anomii, a ludzie stają się w nim samotnymi monadami?"
Jest to tylko jednak część prawdy.
Sankcja religijna chroni małżeństwo przed rozpadem (czasem za bardzo wysoką cenę), ale w żaden sposób nie pomaga kobiecie, gdy ta już zostanie sama. A taką właśnie okoliczność kobiety biorą pod uwagę, gdy planują rodzinę. Kiedyś funkcję opieki nad taką kobietą roztaczała rodzina wielopokoleniowa, która odeszła w przeszłość u początków społeczeństwa industrialnego. Rolę rodziny - wobec ludzi w trudnej życiowej sytuacji - przejęło więc państwo. Na dobre i na złe.
Wildstein pisze także "poczuciu wspólnoty", które "pozwala ludziom widzie jako element ciągu pokoleń". Otóż wyniszczenie słowiańskiego kultu przodków między X-XV wiekiem w Polsce pozbawiło nasz naród takiego właśnie poczucia tożsamości. Typowy Polak zna swoich przodków 3-4 pokolenia wstecz. Reszta jest wielką, ziejącą czarną dziurą.






komentarze (39) skomentuj